Samotna wyprawa do Nagasaki: Jak wyglądała moja 4-nocna, 5-dniowa wyprawa?

W tym wpisie na blogu chciałbym na spokojnie przypomnieć sobie moją 4-dniową, 5-dniową podróż do Nagasaki – punktu początkowego mojej wyprawy do Kiusiu w Japonii – i podzielić się swoimi przemyśleniami na temat krajobrazów, jedzenia, historii i znaczenia podróży, jakich doświadczyłem po drodze.

Witamy na lotnisku Nagasaki!

Powinienem się już do tego przyzwyczaić, ale słyszenie Japończyków mówiących niezręcznie po koreańsku wciąż mnie rozśmiesza. Wtorek, 24 sierpnia 2010 roku. Wyleciałem z lotniska Haneda w Tokio i wylądowałem na lotnisku Nagasaki zaledwie dwie godziny później. Po ukończeniu rocznego programu wymiany w Tokio, który rozpoczął się we wrześniu 2009 roku, nie chciałem od razu wracać do Korei Południowej, więc planowałem tę podróż na Kiusiu od zeszłej wiosny. W końcu rozpoczął się mój pierwszy w życiu samotny, czterodniowy, pięciodniowy wyjazd.
Kiusiu to trzecia co do wielkości wyspa Japonii, położona na południowy wschód od Busan. W centrum wyspy znajduje się aktywny wulkan Aso, natomiast na wschodzie znajdują się miasta z gorącymi źródłami Yufuin i Beppu; na zachodzie Nagasaki i Kumamoto; a na północnym zachodzie Fukuoka, centralne miasto Kiusiu. Ponieważ do Fukuoki można dotrzeć w około trzy godziny szybkim promem z Busan, Kiusiu jest uważane za bliski i łatwo dostępny cel podróży dla południowokoreańskich turystów. Z tego powodu większość południowokoreańskich turystów rozpoczyna i kończy swoje podróże w okolicach Fukuoki.
Ja jednak byłem inny. Po roku mieszkania w Tokio – stolicy Japonii i jednej z czołowych metropolii świata – czułem się dość wyczerpany, a ponieważ celem tej podróży był relaks i refleksja nad sobą, chciałem wyruszyć w podróż inną niż wszystkie. Dodatkowo, mieszkając w Japonii, uświadomiłem sobie, że podróżowanie bez znajomości języka japońskiego często bywa trudne. Ta tendencja staje się jeszcze bardziej widoczna, im dalej od dużych miast. Chociaż potrafiłem komunikować się po japońsku, wciąż byłem obcokrajowcem, więc przed wyjazdem musiałem zebrać jak najwięcej informacji.
Ostatnim etapem mojej podróży na Kiusiu był powrót szybkim promem z portu Hakata w Fukuoce do Busan. Po długich rozważaniach zaplanowałem więc 4-dniowy, 5-dniowy plan podróży, który zaczynał się od przylotu na lotnisko w Nagasaki, a następnie obejmował wizyty w Nagasaki, Kumamoto, na górze Aso, w Yufuin i na końcu w Fukuoce.
Ze względu na swoje położenie geograficzne, Nagasaki nie jest miastem często odwiedzanym przez podróżnych z napiętym harmonogramem. W związku z tym dostępnych było mniej informacji turystycznych niż w Fukuoce czy Yufuin, a w tamtym czasie, w szczególności, nie udało mi się znaleźć prawie żadnych pamiętników podróży napisanych przez południowokoreańskich turystów, którzy korzystali z lotniska w Nagasaki.
Niemniej jednak, powodem, dla którego rozpocząłem tę podróż na Kiusiu w Nagasaki, była częściowo chęć przeżycia podróży innej niż dotychczas, ale przede wszystkim nocny widok Nagasaki i tramwaje. Skupione wokół portu Nagasaki i ukształtowane jak zatoka, miasto słynie z pięknych nocnych widoków, które można podziwiać z okolicznych gór. Kolejną ważną atrakcją był fakt, że tramwaje – typowe dla południowokoreańskich filmów i seriali z lat 1950. XX wieku – nadal działają jako główny środek transportu dla mieszkańców.
Przybyłem na lotnisko w Nagasaki późnym popołudniem 24 sierpnia, a podróż autobusem do centrum miasta zajęła nieco ponad godzinę. Zdrzemnąłem się na chwilę, a kiedy się obudziłem, byliśmy już na dworcu kolejowym w Nagasaki. Ponieważ moim głównym celem w Nagasaki było podziwianie nocnego widoku, kiedy dotarłem do miejsca zakwaterowania, rozpakowałem bagaże i trochę odpocząłem, była już godzina 7:00. Po kolacji wyszedłem, żeby podziwiać nocny widok.
Nagasaki to jedno z pierwszych miast w Japonii, które rozwinęło się w międzynarodowy port handlowy i jako jedno z pierwszych, które przyjęło różnorodne kultury zagraniczne. Początkowo myślałem, że będzie to miasto pod silnym wpływem Chin, ale okazało się, że w rzeczywistości było to miasto pod silnym wpływem Holandii. Być może dlatego charakterystyczny przysmak Nagasaki, castella, może poszczycić się długą historią i tradycją.
Oprócz kasztelli, kolejnym daniem, które reprezentuje Nagasaki, jest Nagasaki champon. W Japonii znajdują się trzy słynne chińskie dzielnice: Jokohama, Kobe i Nagasaki. Wśród nich, Nagasaki Champon, którego spróbowałem w chińskiej dzielnicy Nagasaki, charakteryzował się białym bulionem i słynął jako pożywne danie pełne różnorodnych owoców morza. Smak nieco różnił się od koreańskiego champon. Nie był wcale pikantny; raczej czułem się, jakbym pił bulion z kości wołowych. Miska była pełna makaronu jjamppong, różnorodnych owoców morza i warzyw — porcja była tak duża, że ​​trudno byłoby mi ją skończyć samemu. Miałem okazję spróbować niewielkich ilości składników, takich jak płetwa rekina i abalon. Chociaż było to trochę drogie, biorąc pod uwagę koszty utrzymania w Japonii, był to tak sycący posiłek, że wcale nie czułem, że to strata pieniędzy.
Po skończonym posiłku planowałem zwiedzić Chinatown, ale było już późno, a dzielnica ta jest najmniejszą z trzech chińskich dzielnic w Japonii, więc nie było tam tak wiele do zobaczenia, jak się spodziewałem.
Pośpieszyłem do parku Inasayama, aby zobaczyć słynny nocny widok Nagasaki. Ze stacji Nagasaki udałem się do świątyni Fuchi, a następnie wjechałem kolejką linową na szczyt góry. Nocny widok, który stopniowo ukazywał się podczas jazdy kolejką, rozwinął się w zapierającą dech w piersiach scenerię w chwili, gdy dotarliśmy na szczyt.
Ponieważ Nagasaki nie jest dużym miastem, takim jak Tokio, transport publiczny kończy kursowanie stosunkowo wcześnie. Z pewnym żalem opuściłem więc park Inasayama i wróciłem do hotelu.
Środa, 25 sierpnia. Nastał drugi dzień mojej podróży. Ubrany w sposób, który dawał wszystkim do zrozumienia, że ​​jestem turystą, wyruszyłem na zwiedzanie centrum Nagasaki z mapą i aparatem w ręku. Ponieważ autobus ekspresowy do mojego kolejnego celu, Kumamoto, miał odjechać o 4:00, postanowiłem odwiedzić tylko jedno miejsce rano i jedno po południu. Szczerze mówiąc, przyjechałem do Nagasaki głównie po nocny widok i makaron champon, więc nie miałem żadnych większych planów na zwiedzanie samego miasta. Wsiadałem do tramwajów i autobusów, żeby przemieszczać się tu i tam, wysiadając na przystankach, gdzie wiele osób wysiadało, żeby się rozejrzeć.
Pierwszymi miejscami, które odwiedziłem, były Muzeum Bomby Atomowej w Nagasaki i Park Pokoju. Nagasaki to jedno z miast, obok Hiroszimy, w które zrzucono bombę atomową podczas II wojny światowej. Muzeum Bomby Atomowej powstało, aby upamiętnić koszmar tamtych czasów i zapewnić, że taka tragedia nigdy się nie powtórzy. Przy wejściu moją uwagę przykuło głośne tykanie wskazówki sekundnika zegara; gdy uświadomiłem sobie, że jest to symboliczne przedstawienie czasu tuż przed wybuchem bomby atomowej, dreszcz przebiegł mi po plecach. Po obejrzeniu różnych eksponatów przedstawiających ogromne zniszczenia – w tym gruzów budowlanych i zdjęć z tamtej epoki – nie mogłem powstrzymać się od uczucia ciężkości w sercu i powagi. Chociaż klęska Japonii w II wojnie światowej doprowadziła do wyzwolenia Korei, stawienie czoła koszmarom pozostawionym przez bombę atomową było głęboko poruszającym doświadczeniem.
W drodze do Parku Pokoju, położonego obok Muzeum Bomby Atomowej, znajduje się pomnik; wysoki, przypominający wieżę monument podobno upamiętnia miejsce zrzucenia bomby atomowej. Wiele osób uczciło go minutą ciszy, a kiedy przypomniały mi się zdjęcia, które widziałem w muzeum, ja również zatrzymałem się na chwilę ciszy.
Park Pokoju powstał po wybuchu bomby atomowej, aby modlić się o pokój na świecie. Ogromny posąg pokoju robił wrażenie, ale poza tym niewiele było tam do zobaczenia. Chociaż w upale sierpniowego upału pokonałem niezliczone stopnie, nie mogłem oprzeć się wrażeniu pustki.
Po południu zwiedziłem Glover Garden, rezydencję rodziny Glover. Warto go odwiedzić, jeśli ma się dużo czasu, ale nie uznałem go za obowiązkowy punkt programu dla podróżnych z napiętym harmonogramem. Później wróciłem na stację Nagasaki, gdzie wybrałem kilka moich ulubionych rzeczy z licznych sklepów Castella Speciality na terenie stacji, aby kupić je na prezenty dla babci i rodziców, a następnie udałem się na dworzec autobusowy.
Chociaż mój pobyt w Nagasaki był krótki – niecałe 24 godziny – to były dwa szczęśliwe dni, podczas których mogłem zobaczyć, zjeść i cieszyć się wszystkim, na co miałem ochotę. Być może dlatego, że nie było to popularne miejsce turystyczne, mogłem rozpocząć podróż z bardziej zrelaksowanym nastawieniem. Reszta mojej podróży przebiegła gładko, zgodnie z planem, i czułem, że to dzięki temu, że rozpocząłem ją od spokojnego pobytu w Nagasaki. Nawet teraz, gdy jestem zajęty szkołą i nauką, nagle tęsknię za tym beztroskim sierpniem w Nagasaki.

 

O autorze