W tym wpisie na blogu zbadamy, dlaczego prawda naukowa ma swoje źródło gdzieś na marginesie i przeanalizujemy, jak ten schemat przejawia się w debacie na temat ewolucji.
Aż do końca XVI wieku model geocentryczny – przekonanie, że Ziemia jest centrum całego wszechświata, a wszystkie gwiazdy i planety, łącznie ze Słońcem, krążą wokół niej – był mocno zakorzeniony w umysłach ludzi. W tym czasie Galileusz, opierając się na swoich obserwacjach ciał niebieskich, przedstawił model heliocentryczny: Ziemia nie jest centrum wszechświata, a jedynie jedną z kilku planet krążących wokół Słońca. Jednak pomimo przedstawienia dowodów naukowych, trudno było natychmiast zmienić idee, które były zakorzenione w umysłach ludzi od wieków. Znana jest słynna anegdota o Galileuszu, który po postawieniu przed Inkwizycją cicho mruknął „A jednak się kręci”, opuszczając salę sądową.
Podobnie było z Karolem Darwinem. W swojej książce „O powstawaniu gatunków” wyjaśnił mechanizm adaptacji i ewolucji gatunków poprzez dobór naturalny – teorię ewolucji. Argumentował, że w miarę jak najwcześniejsze gatunki żyły w różnych środowiskach i adaptowały się przez długi czas, pojawiały się nowe gatunki o cechach dostosowanych do ich środowiska. Chociaż obecnie w środowisku naukowym nie ma rozbieżności co do teorii ewolucji biologicznej, w XVIII wieku ludzie wierzyli, że wszystkie gatunki zostały stworzone przez Boga. Jego twierdzenia wywołały zatem ogromne kontrowersje religijne i sprzeciw.
Tak więc, podczas gdy teoria ewolucji – niegdyś idea marginalna – pokonała kreacjonizm i weszła do głównego nurtu, opinie w ramach teorii ewolucji później rozeszły się, dzieląc się na teorie głównego nurtu (adaptacjonizm, teoria selekcji genów itd.) i teorie spoza głównego nurtu (antyadaptacjonizm, teoria selekcji wielopoziomowej). Jak pokazują przykłady Galileusza i Darwina, stworzenie nowej teorii, różniącej się od dominujących idei – teorii głównego nurtu – jest zadaniem niezwykle trudnym. Jednakże, tak jak teoria heliocentryczna i teoria ewolucji, niegdyś uznane za niepoprawne, ostatecznie okazały się prawdziwe, tak debaty nad kwestiami naukowymi powinny być oceniane wyłącznie z perspektywy naukowej, z pominięciem osobistych przemyśleń, ideologii i preferencji.
Z tej naukowej perspektywy sprzeciwiam się adaptacjonizmowi i teorii selekcji genów, które obecnie dominują w teorii ewolucji, a zamiast tego popieram antyadaptacjonizm i teorię selekcji wielopoziomowej. W związku z tym pragnę podzielić się swoimi przemyśleniami po lekturze książki „Darwin's Table”.
„Darwin's Table” to książka będąca fikcyjnym dialogiem czołowych biologów ewolucyjnych obecnych na pogrzebie Williama Hamiltona, uważanego za najwybitniejszego biologa ewolucyjnego od czasów Darwina. Dyskutują oni o różnych spornych kwestiach w teorii ewolucji. Jak sugeruje tytuł, wśród uczestników znajdują się potomkowie Darwina, którzy akceptują kluczową koncepcję jego teorii: dobór naturalny. Choć podzielają tę samą teorię, różnią się jej zakresem i intensywnością, angażując się w zażarte debaty na każdy z jej aspektów. Zespół Dawkinsa, reprezentowany przez Dawkinsa, popiera teorię głównego nurtu, podczas gdy zespół Goulda, reprezentowany przez Goulda, opowiada się za teorią poza głównym nurtem.
Po pierwsze, rozważając, czy język ludzki należy postrzegać jako wynik adaptacji, czy produkt uboczny rozwoju inteligencji, Dawkins zajmuje stanowisko adaptacjonistyczne. Adaptacjonizm to stanowisko głoszące, że większość cech gatunków biologicznych jest wynikiem adaptacji do środowiska. Sprzeciwiam się jednak temu poglądowi, wierząc, że język jest produktem ubocznym adaptacji człowieka do środowiska. Po pierwsze, ludzki aparat językowy jest wrodzony, a podobne struktury występują u innych naczelnych, takich jak szympansy. Co więcej, inne organizmy, poza naczelnymi, posiadają różne formy komunikacji i narządy głosowe, które je ułatwiają. Biorąc jednak pod uwagę, że naczelne, a wśród nich ludzie, mają najbardziej rozwiniętą gramatykę w porównaniu z innymi organizmami, a ludzie charakteryzują się najwyższym poziomem rozwoju mózgu i inteligencji spośród wszystkich zwierząt, rozsądne jest postrzeganie języka ludzkiego jako zjawiska wynikającego z rozwoju mózgu i ewolucji inteligencji. Po drugie, eksperymenty mające na celu naukę szympansów – jednych z najinteligentniejszych zwierząt po człowieku – ludzkiej gramatyki w zakresie budowania zdań również potwierdzają, że język ludzki jest wynikiem rozwoju intelektualnego. Szympansy, posiadające mózgi o wielkości od jednej czwartej do jednej trzeciej wielkości mózgu ludzkiego, mają wrodzone ograniczenia w przyswajaniu języka, niezależnie od tego, jak dużo się ich uczy. Natomiast ludzie potrafią nieustannie tworzyć nowe zdania, korzystając z reguł poznanych w pierwszych latach życia. Ludzie rozwijają inteligencję do pewnego momentu w okresie wzrostu, co pozwala im na przyswojenie większej liczby reguł językowych. Z kolei inne zwierzęta charakteryzują się niższą inteligencją i minimalnymi możliwościami rozwojowymi, co uniemożliwia im nabycie rozległej znajomości języka.
Odnosząc się do powyższego argumentu, zwolennicy adaptacji mogą argumentować, że złożoność i wyrafinowanie gramatyki językowej spełniają kryteria cech uznawanych za „adaptacyjne” – a mianowicie próg złożoności – a zatem język ludzki można postrzegać jako adaptację będącą wynikiem doboru naturalnego. Jednakże kryteria „złożoności” i „wyrafinowania”, na które powołują się adaptatorzy, są wysoce niejednoznaczne. W zależności od subiektywnej oceny człowieka stosującego te kryteria, praktycznie każde zjawisko w przyrodzie można zinterpretować jako adaptację. Aby rozwinąć tę argumentację, adaptatorzy muszą znaleźć więcej dowodów i precyzyjniej zdefiniować kryteria „wyrafinowania”.
Po drugie, przyjrzyjmy się zjawisku „współpracy” obserwowanemu w naturze. Często zdarzają się sytuacje, w których jednostki współpracują z innymi lub dokonują całkowitego poświęcenia, mimo że nie otrzymują w zamian żadnych osobistych korzyści; mrówki robotnice i pszczoły robotnice są tego doskonałym przykładem.
W odniesieniu do tego zjawiska zespół Dawkinsa, opowiadający się za teorią selekcji genów, stwierdził, że „ludzie i wszystkie zwierzęta są jedynie maszynami do przetrwania i nosicielami genów”, promując redukcjonizm genowy. Argumentowali, że nawet skrajne poświęcenie robotnic mrówek i pszczół ma na celu jedynie rozprzestrzenianie genów. W odpowiedzi zespół Goulda argumentuje, że chociaż ewolucja może zachodzić na poziomie genów, nie musi ograniczać się wyłącznie do tego poziomu. Argumentują, że ewolucja może zachodzić na poziomie komórkowym, narządów i organizmów, które tworzą istoty żywe, oraz na każdym poziomie klasyfikacji biologicznej: gatunku, rodzaju, rodziny, rzędu, gromady, typu i królestwa. To zjawisko nazywa się teorią selekcji wielopoziomowej.
Osobiście skłaniam się ku teorii doboru wielopoziomowego. Mówiąc precyzyjnie, nie uważam, że teoria doboru skoncentrowanego na genach jest całkowicie błędna; wręcz przeciwnie, uważam, że poziomy, na których zachodzi ewolucja, są bardzo zróżnicowane, od małych nici DNA po pojedyncze organy, organizmy, gatunki i dalej. Prawdą jest, że to geny są miejscem, w którym ostatecznie zachodzą zmiany w procesie ewolucji. Należy jednak zauważyć, że ewolucja w tym przypadku nie oznacza po prostu ewolucji genów, ale raczej ewolucję poprzez „dobór naturalny”. Przyczyną ewolucji organizmu są zmiany w jego interakcji z naturą, wynikające ze zmian w środowisku naturalnym. W tym procesie to cały organizm, a nie same geny, bezpośrednio oddziałuje na środowisko naturalne.
Biorąc pod uwagę obecny niedobór dowodów na ewolucję, debaty w „Tabeli Darwina” prawdopodobnie będą się utrzymywać. Chociaż dowody są ograniczone, owocne debaty, takie jak te w „Tabeli Darwina”, mogą znacząco przyczynić się do rozwoju nauk ewolucyjnych, pomagając w ustaleniu logicznych teorii. Jednak moim zdaniem wiele zjawisk pozostaje niewyjaśnionych przez główne teorie adaptacji i teorii selekcji genów, co sugeruje, że teorie te nie są doskonałe. Zamiast zajmować stanowisko wykluczające inne teorie, rozważenie możliwości, że teorie spoza głównego nurtu mogą być poprawne, mogłoby pomóc w zidentyfikowaniu słabości teorii głównego nurtu i dalszym rozwoju teorii naukowej.