W jaki sposób banki generują zyski i z czyich pieniędzy?

W tym wpisie na blogu autorzy spokojnie analizują strukturę i podstawowe założenia, na których opiera się sposób, w jaki banki tworzą kredyt nie przy pomocy własnych pieniędzy, lecz w oparciu o aktywa deponentów, generując zyski za pośrednictwem pożyczek i odsetek.

 

Pożyczone pieniądze nie znajdują się w banku

„Wskaźnik rezerw obowiązkowych” odnosi się do systemu, w którym banki są zobowiązane do utrzymywania jedynie określonego procentu całkowitych depozytów, co pozwala im na pożyczanie pozostałej części. Na przykład, jeśli wskaźnik rezerw wynosi 10%, bank może zatrzymać tylko 10% depozytów i pożyczać pozostałe 90%. Jednak aby ten system mógł funkcjonować, konieczne jest spełnienie jeszcze jednej kluczowej przesłanki: „Większość ludzi nie wypłaca od razu wszystkich zdeponowanych w banku pieniędzy”. Posłuchajmy wyjaśnienia Jeffreya Myrona, profesora ekonomii na Uniwersytecie Harvarda, na ten temat.

„Jeśli wszyscy zdecydują się wycofać wszystkie swoje depozyty tego samego dnia, bank nieuchronnie zbankrutuje. Dzieje się tak, ponieważ gotówka, którą bank posiada, jest znacznie niższa niż 100% depozytów. Właśnie tak dzieje się podczas kryzysu finansowego. Osoby, które zdeponowały pieniądze w różnych instytucjach finansowych jednocześnie, próbują je wycofać. Jednak banki i inne instytucje finansowe nie przechowują wszystkich tych pieniędzy. Środki zostały już zainwestowane w różnych sektorach gospodarki. Dlatego jeśli wszyscy spróbują wycofać swoje depozyty jednocześnie, dana instytucja finansowa nieuchronnie upadnie”.

Aby lepiej to zrozumieć, rozważmy przykład. Załóżmy, że w banku A zdeponowano łącznie 10 milionów wonów. Dziesięć osób posiada te pieniądze, z których każda wpłaciła do banku po 1 milionie wonów. Zgodnie ze stopą rezerw obowiązkowych, bank zatrzymuje tylko 1 milion wonów z depozytu w wysokości 10 milionów wonów, pożyczając już pozostałe 9 milionów wonów. Operacja ta opiera się na doświadczeniu, że deponenci zazwyczaj wykorzystują kwoty rzędu 100 000 wonów zamiast wypłacać cały milion wonów na raz. Jest to również osąd oparty na założeniu, że wszyscy 10 deponentów nie odwiedzi banku jednocześnie, aby wypłacić cały swój milion wonów, co daje łącznie 10 milionów wonów, naraz.
Ale co by było, gdyby pewnego dnia cała ta dziesiątka osób przyszła do banku jednocześnie, aby wypłacić cały milion wonów? Bank ma tylko milion wonów w gotówce, więc nie ma pieniędzy, żeby wypłacić pozostałym dziewięciu osobom. Ostatecznie bank staje się niewypłacalny i bankrutuje. Zjawisko to nazywa się „runem bankowym”.
Teoretycznie, gdyby „każda osoba”, która wpłaciła pieniądze do banku, próbowała je „jednocześnie” wypłacić, bank natychmiast zbankrutowałby. To właśnie panika bankowa jest sytuacją, której banki obawiają się najbardziej. Jednak banki zazwyczaj nie martwią się tym scenariuszem w normalnych okolicznościach, ponieważ takie zdarzenia rzadko występują, chyba że bank znajduje się w poważnej trudnej sytuacji finansowej. Dlatego też, gdy dochodzi do incydentów takich jak bankructwo Lehman Brothers w 2008 roku podczas kryzysu finansowego w USA czy zawieszenie działalności koreańskich kas oszczędnościowych w 2011 roku, nie jest nierozsądne, aby obok tych wydarzeń omawiać chciwość i pokusę moralną sektora finansowego – który sam sprowadził na siebie kryzys poprzez lekkomyślną sprzedaż produktów kredytowych.

 

Historia złotników, którzy zostali bankierami

Zrozumienie tej struktury jest w dużym stopniu ułatwione dzięki historii angielskich złotników, często przywoływanych jako założycieli bankowości. Kanadyjski ekonomista Charles Nelson szczegółowo opisuje tę anegdotę w swojej książce „Makroekonomia”. W tym artykule przeanalizujemy początki bankowości, odwołując się do wyjaśnień Ellen Brown, prezes Public Bank Institute.

Ta historia zaczyna się od XVII-wiecznej angielskiej praktyki deponowania złota u złotników w celu jego bezpiecznego przechowywania. Złotnicy wystawiali papierowe pokwitowania na zdeponowane złoto, a ci, którzy je wystawiali, później zostawali bankierami. Pokwitowania te później nazwano „banknotami”. Służyły one jako dowód zdeponowania złota. Zarówno ci, którzy chcieli pożyczyć złoto, jak i ci, którzy je deponowali, preferowali te papierowe pokwitowania. Były łatwe do noszenia i mniej podatne na kradzież.

Takie praktyki były powszechne w XVII-wiecznych angielskich miastach. W tamtych czasach nie istniał uniwersalny system walutowy, taki jak dzisiaj; walutą było samo złoto. Złoto było jednak ciężkie i niewygodne w noszeniu. Dlatego ludzie przetapiali złoto, aby wytwarzać złote monety, które stały się powszechnym środkiem płatniczym. Jednak trzymanie drogich złotych monet w domu lub ciągłe noszenie ich przy sobie również było niebezpieczne. Z czasem ludzie zaczęli korzystać z sejfów złotniczych, aby bezpieczniej przechowywać swoje złoto. Złotnicy posiadali duże, solidne sejfy, które były najbezpieczniejszymi miejscami do przechowywania złota w mieście.
Kiedy ludzie deponowali złote monety u złotnika, wystawiał on pokwitowanie i obiecywał zwrot złota za każdym razem, gdy pokwitowanie zostanie przedstawione. Oczywiście pobierał opłatę za przechowywanie. Jednak w pewnym momencie ludzie zaczęli wymieniać złote pokwitowania zamiast samych monet. Certyfikaty były nie tylko znacznie lżejsze i łatwiejsze w transporcie niż złoto, ale można je było w każdej chwili wymienić z powrotem na złote monety, po prostu przynosząc je do złotnika. W ten sposób certyfikaty złota tymczasowo przejęły rolę waluty.
Obserwując tę ​​sytuację, złotnik stopniowo zdał sobie sprawę z interesującego faktu: ludzie nie przychodzili po wszystkie zdeponowane złote monety naraz i rzadko zdarzało się, aby wiele osób przychodziło jednocześnie. Po tym odkryciu złotnik zaczął wykazywać się „pomysłowością”. Postanowił pożyczać powierzone mu złote monety innym osobom, pobierając w zamian odsetki. Doszedł do wniosku, że dopóki pożyczki będą spłacane regularnie, osoby, które zdeponowały swoje złoto, nie zauważą tego, a on będzie mógł zarobić niemal bezkosztowo.
Jednak tej prawdy nie dało się ukrywać w nieskończoność. Kiedy złotnik nagle zaczął zarabiać duże sumy pieniędzy, ludzie zaczęli go podejrzewać. W końcu odkryli, że pożyczał powierzone mu złoto, pobierał odsetki i czerpał z tego zyski. Rozwścieczeni ludzie tłumnie zbiegli się do złotnika, by zaprotestować. Wtedy złotnik po raz kolejny wykazał się pomysłowością i przedstawił następującą propozycję:

„Podzielę się częścią odsetek, które zarobię na pożyczaniu ci złota”.

Ta propozycja łatwo przekonała ludzi. Pomysł zarabiania pieniędzy bez kiwnięcia palcem był niezwykle kuszący. Nawet jeśli złotnik dzielił się odsetkami, nie czuł się obciążony, ponieważ i tak zarabiał na cudzych pieniądzach. Potem zaczęła go ogarniać coraz większa chciwość. Zdał sobie sprawę, że nikt nie wie dokładnie, ile złota znajduje się w jego skarbcu. W końcu zaczął udawać, że złoto istnieje w jego skarbcu, choć go tam nie ma, i swobodnie emitował certyfikaty złota. Oczywiście ludzie nie mieli pojęcia, że ​​„tworzy” pieniądze, których w nim nie ma.
Ellen Brown wyjaśnia to następująco.

„Złotnicy wystawiali certyfikaty warte około dziesięciokrotnie więcej niż złoto, które faktycznie posiadali. Wiedzieli, że ludzie zazwyczaj wypłacają tylko około 10% całego złota. To stało się podstawą dzisiejszego wymogu rezerwy 10%. I ta struktura niewiele się zmieniła od tamtej pory”.

W ten sposób złotnicy zgromadzili ogromne bogactwo, pobierając odsetki nawet od nieistniejącego złota, ostatecznie przekształcając się w bankierów. Później, gdy niektórzy zamożni deponenci nabrali podejrzeń i wycofali całe swoje złoto, wywołując panikę bankową, kryzys ten stał się kolejną szansą dla bankierów. To monarchia brytyjska przedłużyła im wówczas „koło ratunkowe”. Potrzebując funduszy wojennych, Korona Brytyjska przyznała bankierom „upoważnienie do tworzenia i pożyczania wirtualnych pieniędzy”. Słowo „Chartered”, powszechnie spotykane w nazwach banków, oznacza właśnie tę „licencję” i „oficjalne uznanie”. Innymi słowy, oznaczało to, że otrzymali oni od rządu pozwolenie na emisję wirtualnych pieniędzy.
Korona brytyjska zezwalała na pożyczki sięgające kwoty około trzykrotnie przewyższającej jej ówczesne rezerwy złota i to właśnie wtedy zaczęła się kształtować bliska relacja między bankami a rządem. Jeffrey Ingham, profesor socjologii na Uniwersytecie Cambridge, wyjaśnia to następująco:

Bank Anglii powstał pod koniec XVII wieku. Londyńscy kupcy zapewnili kapitał. Była to transakcja między królem a kupcami. Król potrzebował funduszy wojennych, a kupcy mieli nadzieję, że wojna zabezpieczy szlaki handlowe i poszerzy terytoria. Te interesy były zbieżne. Ostatecznie kupcy uzyskali upoważnienie do utworzenia Banku Anglii i korzystali ze specjalnych królewskich zezwoleń i przywilejów. Kupcy zebrali 2 miliony funtów, aby pożyczyć królowi, a te obligacje stały się aktywami banku. Wykorzystując te aktywa jako zabezpieczenie, bank wyemitował następnie banknoty o wartości 2 milionów funtów. Wartość tych banknotów opierała się na obietnicy zwrotu pieniędzy złożonej przez króla. To jest sedno bankowości.

 

Banki zarabiające na cudzych pieniądzach

W wyniku tego procesu narodził się współczesny bank. Banki uzyskały możliwość operowania pieniędzmi, których w rzeczywistości nie posiadały, w granicach dozwolonych przez rząd, dzięki systemowi rezerw obowiązkowych. Ta struktura pozostaje niezmieniona w dzisiejszym systemie bankowym.
W rzeczywistości model biznesowy banku jest wyjątkowo unikatowy. Większość firm sprzedaje istniejące dobra lub usługi. Oznacza to, że zakładają one istnienie materialnych dóbr, które zostały wytworzone, lub usług, które można świadczyć. Ale banki działają inaczej. Banki sprzedają „to, co nie istnieje”. Tworzą wirtualne pieniądze i pożyczają je, aby osiągnąć realne zyski.
Ellen Brown stwierdza na ten temat następująco:

„Banki nie pożyczają depozytów w takiej postaci, w jakiej są. Banki nie mówią: »Pożyczyliśmy już twój depozyt komuś innemu, więc wróć za 30 lat«. Zamiast tego banki twierdzą: »Nie przechowujemy wszystkich pieniędzy, ale możemy ci je zwrócić natychmiast, kiedy tylko zechcesz«”.

Banki mogą działać w ten sposób również dlatego, że dzięki wieloletniemu doświadczeniu wiedzą, iż „nie wszyscy deponenci wypłacą swoje pieniądze w tym samym czasie”. Amerykański historyk finansów John Steele Gordon zwięźle podsumowuje to w następujący sposób.

„Banki zarabiają na pieniądzach innych ludzi.”

Ostatecznie banki to organizacje, które tworzą nowy pieniądz nie w oparciu o własny kapitał, lecz o pieniądze innych ludzi, i utrzymują się dzięki oprocentowaniu. To również fundamentalny powód, dla którego nasze dzisiejsze społeczeństwo stało się „społeczeństwem sprzyjającym zadłużaniu”. SMS-y z ofertami pożyczek, które przychodzą kilka razy dziennie, i niekończący się strumień ofert kredytowych są tego dowodem. Ponieważ za każdym razem, gdy klient zaciąga pożyczkę, dla banku tworzone są nowe pieniądze.

 

O autorze

Pisarz

Jestem „detektywem kotów”. Pomagam odnaleźć zagubione koty i ich rodziny.
Regeneruję się przy filiżance latte, lubię spacerować i podróżować, a pisaniem poszerzam swoje horyzonty. Uważnie obserwując świat i podążając za swoją intelektualną ciekawością jako blogerka, mam nadzieję, że moje słowa mogą być dla innych pomocą i pocieszeniem.