Dlaczego ekonomia behawioralna wyraźniej obnaża ograniczenia tradycyjnej teorii odbicia cen akcji?

W tym wpisie na blogu analizuję, w jaki sposób ekonomia behawioralna ujawnia ludzką nieracjonalność i psychologiczne uprzedzenia pomijane przez tradycyjną teorię odbicia cen akcji, badając przy tym, jakie nowe spostrzeżenia oferuje ona w kontekście decyzji inwestycyjnych i interpretacji rynku.

 

Obecnie ekonomia jest również aktywnie wykorzystywana w orzecznictwie. Jedną z takich spraw jest „Basix przeciwko Levinson”, w której orzeczenie wydano głównie w oparciu o teorię ekonomiczną w pozwie zbiorowym akcjonariuszy. Basix publicznie zaprzeczył fuzji z Combustion w trakcie procesu, ale ostatecznie połączył się z Combustion. Następnie niektórzy akcjonariusze, którzy sprzedali swoje akcje przed ogłoszeniem fuzji, złożyli pozew zbiorowy, twierdząc, że ponieśli znaczne straty finansowe z powodu zaprzeczeń Basic. Po burzliwej debacie między powodami a pozwanymi, Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych orzekł na korzyść powoda w 1988 roku.
W tamtym czasie w ekonomii dominowała tradycyjna teoria, zgodnie z którą „ludzie inwestują w akcje, mając na uwadze rzeczywistą wartość firmy, a wszelkie informacje o tej rzeczywistej wartości odzwierciedlają cenę akcji, dzięki czemu rzeczywista wartość i cena akcji są spójne”. Chociaż toczyła się debata nad tym, czy teoria ta była prawdziwa w rzeczywistości przez cały czas, czy tylko w przybliżeniu w dłuższych okresach, jej podstawowe założenie zyskało szerokie poparcie wśród naukowców. Sąd Najwyższy orzekł, że teoria ta mogłaby być stosowana do orzeczeń sądowych, gdyby rynek akcji był otwarty dla wszystkich. W takiej sytuacji można by założyć, że ludzie podejmowali decyzje inwestycyjne wyłącznie na podstawie cen akcji. W związku z tym Sąd uznał, że istniały wystarczające uzasadnione podstawy, aby domniemywać, że nieujawnienie przez Basics procesu fuzji doprowadziło inwestorów do błędnych decyzji, skutkujących stratami finansowymi.
Orzeczenie to stało się następnie standardem w rozstrzyganiu pozwów zbiorowych dotyczących fałszywych ujawnień. Ostatecznie oznacza to, że ekonomia dostarczyła solidnego uzasadnienia dla rozwiązania trudnego problemu, jakim jest udowodnienie szkód wyrządzonych przez fałszywe ujawnienia w sporach dotyczących ujawnienia kluczowych informacji o rzeczywistej wartości firmy.
Istnieje jednak wiele argumentów osłabiających zasadność tradycyjnej teorii. Po pierwsze, twierdzenie Keynesa, że ​​„prawdziwy interes inwestorów giełdowych nie leży w wartości firmy, ale w tym, za ile mogą sprzedać swoje akcje”, można interpretować jako krytykę podważającą fundamentalne założenie tradycyjnej teorii. Co więcej, począwszy od początku lat 1980. XX wieku pojawiły się bardziej bezpośrednie wyzwania dla tradycyjnej teorii. Aby tradycyjna teoria, zgodnie z którą ceny akcji odzwierciedlają rzeczywistą wartość, mogła się utrzymać, musi istnieć stała interakcja między kupującymi i sprzedającymi – tymi, którzy koncentrują się na prawdziwej wartości, i tymi, którzy na niej nie koncentrują. Aby było to możliwe, profesjonalni inwestorzy giełdowi, zainteresowani prawdziwą wartością, muszą mieć możliwość czerpania zysków z transakcji z mniej poinformowanymi inwestorami, opartych na sprzecznych oczekiwaniach co do przyszłych zmian cen akcji. Jednak możliwość czerpania zysków z takiego arbitrażu pojawia się tylko wtedy, gdy ceny akcji i rzeczywista wartość rozchodzą się, przynajmniej w krótkim okresie. Można to interpretować jako kolejną słabość tradycyjnej teorii.
Ekonomia behawioralna, która ostatnio ponownie zyskuje na popularności w środowisku ekonomistów, oferuje bardziej zjadliwą krytykę problemów tradycyjnych teorii dotyczących mechanizmu transmisji informacji na rynkach akcji. Aktywnie wykorzystuje ona ustalenia psychologii, aby przedstawić obraz ludzkich zachowań, który odbiega od tradycyjnych poglądów. Zgodnie z tą perspektywą, ludzie to istoty, które przeceniają swoją zdolność do kontrolowania swojej przyszłości, jednocześnie nadmiernie obawiając się, że zostaną w tyle, gdy inni odniosą sukces. Kiedy te irracjonalne cechy manifestują się na giełdzie, nawet profesjonalni inwestorzy angażują się w paradoksalne zachowania, które pogłębiają przepaść między cenami akcji a rzeczywistą wartością. Nawet jeśli są przekonani, że ceny akcji nie mają nic wspólnego z rzeczywistą wartością, nie są w stanie precyzyjnie przewidzieć, kiedy ceny zrównają się z wartością wewnętrzną. W rezultacie, zamiast obstawiać przeciwko większości, wolą podążać za panującym trendem, pewni, że zdążą wyjść tuż przed jego odwróceniem.
Jeżeli przy rozstrzyganiu kwestii prawnych aktywnie uwzględniane będą wyniki badań z różnych dziedzin ekonomii, którym do tej pory poświęcano stosunkowo mało uwagi, orzeczenie Sądu Najwyższego prawdopodobnie spotka się z krytyką, że nie tylko brakuje mu solidnych podstaw teoretycznych, ale także że nie odzwierciedla ono w należyty sposób jego pierwotnego zamysłu, jakim była ochrona inwestorów zainteresowanych rzeczywistą wartością spółki.

 

O autorze

Pisarz

Jestem „detektywem kotów”. Pomagam odnaleźć zagubione koty i ich rodziny.
Regeneruję się przy filiżance latte, lubię spacerować i podróżować, a pisaniem poszerzam swoje horyzonty. Uważnie obserwując świat i podążając za swoją intelektualną ciekawością jako blogerka, mam nadzieję, że moje słowa mogą być dla innych pomocą i pocieszeniem.