W tym wpisie na blogu autorzy analizują skutki gospodarcze inflacji oraz nieodłączną cechę kapitalizmu, która prowadzi do deflacji i kryzysów finansowych.
Nie można drukować pieniędzy w nieskończoność
Banki zwiększają podaż pieniądza poprzez pożyczki, a banki centralne drukują pieniądze z różnych powodów. Ale czy świat naprawdę funkcjonuje bezproblemowo? Czyż nie jest dobrze, że w obiegu jest więcej pieniędzy, co pozwala ludziom wydawać więcej? Posłuchajmy profesora Jeffreya Myrona z Wydziału Ekonomii Uniwersytetu Harvarda.
„Kiedy rząd zwiększa liczbę banknotów, a podaż pieniądza rośnie, wartość każdego banknotu spada. Dzieje się tak, ponieważ każdy banknot staje się mniej rzadki. Za tę samą kwotę można kupić mniej, co prowadzi do inflacji. Towary i usługi, które można kupić za dolara, maleją. Dlatego, gdy rząd wtłacza pieniądze do gospodarki, następuje inflacja”.
Wzrost podaży pieniądza powoduje wzrost cen, a za nim idzie inflacja. W systemie kapitalistycznym, dopóki istnieją „banki” i „bank centralny”, inflacja jest nieuniknionym, fatalnym zjawiskiem.
Zagrożenia związane z taką inflacją mogą doprowadzić gospodarkę kraju do najgorszego możliwego stanu. W 2008 roku Zimbabwe w Afryce doświadczyło hiperinflacji, ponieważ wzrost cen wymknął się spod kontroli państwa. Odnotowano niewyobrażalną roczną stopę inflacji sięgającą 231 milionów procent. Przyczyną była błędna polityka prezydenta Mugabe, który rządził przez ponad 40 lat. Próbując przezwyciężyć skrajne bezrobocie i spłacić zadłużenie zagraniczne, wydrukował o wiele za dużo pieniędzy, co doprowadziło do hiperinflacji. Banknot 100 bilionów dolarów Zimbabwe, z 14 zerami, dobitnie ilustruje, jak rekordowa była wówczas inflacja. Mówi się, że cena posiłku mogła się zmienić nawet między momentem zamówienia a końcem posiłku.
Taka hiperinflacja miała również miejsce w Niemczech w latach dwudziestych XX wieku. Po zakończeniu I wojny światowej, mocarstwa sprzymierzone i pokonane Niemcy podpisały traktat wersalski. Alianci zażądali wówczas od Niemiec ogromnych reparacji. Poniżej przedstawiono niektóre z postanowień traktatu.
„Niemcy będą płacić reparacje wojenne państwom sprzymierzonym w wysokości 2 miliardów marek rocznie, co daje łącznie 132 miliardy marek, oraz 26% swojego rocznego eksportu. Jeżeli Niemcy nie dokonają tych płatności w wyznaczonym terminie, państwa sprzymierzone mogą nałożyć sankcje poprzez wojskową okupację Zagłębia Ruhry, kluczowego obszaru przemysłowego Niemiec”.
Jednak Niemcy, pokonany kraj, który włożył ogromne sumy w wojnę, by ostatecznie przegrać, po prostu nie posiadały tak ogromnych pieniędzy. W rezultacie Niemcy nie miały innego wyjścia, jak tylko drastycznie zwiększyć ilość pieniądza emitowanego przez bank centralny i rozpocząć emisję obligacji rządowych, aby sprzedawać je za granicę po bardzo niskich cenach. W rezultacie wydarzyło się coś naprawdę niewyobrażalnego. Do lipca 1923 roku ceny w Niemczech wzrosły ponad 7,500 razy w porównaniu z rokiem poprzednim. Dwa miesiące później wzrosły 240 000 razy, a trzy miesiące później – 7.5 miliarda razy. Kurs walutowy osiągnął poziom 4.2 biliona marek za dolara. Niemcy mogli otrzymać tylko jednego dolara, mając przy sobie 4.2 biliona marek. Musieli kupować towary natychmiast po otrzymaniu pensji i nie mogli nawet myśleć o oszczędzaniu.
Oczywiście, hiperinflacja w Niemczech wystąpiła w wyjątkowych okolicznościach przegranej wojny, ale stanowi ona jaskrawy przykład tego, co się dzieje, gdy państwo zwiększa podaż pieniądza bez ograniczeń.
Po boomie nadchodzi krach
Nawet bez tak skrajnych przypadków, inflacja i deflacja nieustannie cyklicznie następują w społeczeństwach kapitalistycznych. Rosyjski ekonomista Nikołaj Kondratiew odkrył w 1925 roku, że w kapitalistycznym środowisku gospodarczym występują długoterminowe cykle koniunkturalne, które prowadzą do kryzysów. Doszedł do wniosku, że cykle te powtarzają się co 48–60 lat. Schumpeter, jeden z najwybitniejszych ekonomistów XX wieku, podobnie argumentował, że gospodarka kapitalistyczna wznosi się i opada niczym fale, nazywając to zjawisko „falą Kondratiewa”.
Jak wspomniano wcześniej, powodem okresowego powtarzania się inflacji i deflacji jest ciągła ekspansja podaży pieniądza. W procesie zwiększania podaży pieniądza poprzez udzielanie pożyczek, banki początkowo priorytetowo traktują pożyczki udzielane osobom o dobrej zdolności kredytowej. Jednak w miarę jak pula uprawnionych kredytobiorców się kurczy, ostatecznie pożyczają je tym, którzy nie są w stanie ich spłacić. W ten sposób podaż pieniądza w obiegu nieustannie rośnie, zwiększając ilość pieniędzy, którymi ludzie dysponują. Co więcej, ludzie zaczynają wierzyć, że ta sytuacja się utrzyma. W rezultacie coraz częściej wydają pieniądze na konsumpcję, a nie na działalność produkcyjną. Mając więcej pieniędzy, kupują drogie ubrania, ładne domy i ulepszają swoje samochody. Ostatecznie osiągają punkt, w którym nie są już w stanie spłacać swoich długów. Posłuchajmy profesora Jeffreya Myrona.
„Uważam, że amerykańscy konsumenci, podobnie jak wielu innych, stali się przesadnymi optymistami. Zaczęli więcej konsumować, pożyczać więcej pieniędzy i mniej oszczędzać. Nie wierzyli w istnienie ryzyka i nie podejmowali odpowiednich działań, aby się przed nim uchronić. W końcu dotarli do punktu, w którym nie dało się tego utrzymać, i dopiero wtedy zdali sobie sprawę, że byli zbyt optymistyczni. I nagle wszystko się zawaliło”.
Grecja i kraje europejskie również wydały o wiele za dużo pieniędzy, ostatecznie stając w obliczu kryzysu finansowego. Posłuchajmy dalej profesora Jeffreya Myrona.
Gospodarki Europy i Stanów Zjednoczonych są pod wieloma względami bardzo podobne. Europa ma programy obiecujące wysokie emerytury i wysokie koszty opieki zdrowotnej. Matematyka pokazuje, że tych obietnic nie da się dotrzymać. Nawet przy bardzo silnym wzroście gospodarczym. Nawet przy bardzo optymistycznym założeniu, że gospodarka rośnie o 3% rocznie, wydatki nadal rosną, znacznie przekraczając możliwości finansowe. Kluczowym problemem Grecji było to, że mogła pożyczać pieniądze po bardzo niskich stopach procentowych, a w konsekwencji przeznaczała te pożyczone pieniądze nie na produktywne inwestycje. Były one wydawane na konsumpcję, a nie na takie obszary jak szkoły czy instytucjonalne badania i rozwój, które mogłyby umożliwić szybki wzrost gospodarczy. Nie generowały one żadnych przyszłych dochodów. W rezultacie Grecja zaciągała nadmierne pożyczki, aż osiągnęła punkt, w którym spłata stała się niemożliwa na zawsze.
Po inflacji, gdzie ceny rosną z powodu gwałtownego wzrostu podaży pieniądza, następuje „deflacja”, gdzie wszystko drastycznie się kurczy. To jak balon, który stale rośnie, aż w końcu pęka i kurczy się z powrotem. Uznając powagę sytuacji, rząd hamuje wzrost podaży pieniądza, a ludzie, pogrążeni w lęku i dezorientacji, ograniczają wydatki. Wraz ze spadkiem konsumpcji (popytu) maleje również podaż, co powoduje spadek aktywności gospodarczej. Krótko mówiąc, gospodarka, która wcześniej pędziła bez przeszkód, nagle zwalnia, pogrążając wszystko w sytuacji na skraju załamania.
Problem polega na tym, że gdy tylko zacznie się deflacja, pieniądz przestaje krążyć. Firmy zaczynają jednocześnie ograniczać produkcję, inwestycje i miejsca pracy, doprowadzając zwykłych ludzi na skraj przepaści. A co teraz, po kryzysie finansowym w USA w 2008 roku? Posłuchajmy Ellen Brown, prezes Public Bank Institute.
„Globalny kredyt się załamał. Nadal mamy deflację. Brakuje pieniędzy. Spójrzmy na Unię Europejską. Wiele krajów tonie w długach. To właśnie dlatego, że brakuje pieniędzy na spłatę długu i odsetek”.
Deflacja po inflacji jest niemal nieunikniona. Dzieje się tak, ponieważ dotychczasowy dobrobyt opierał się nie na pieniądzach realnych, lecz na długu. Pieniędzy wciąż przybywa, ale nie są to pieniądze zarobione pracą. Pieniądz rodzi pieniądz, a pieniądz rodzi więcej pieniędzy. W ten sposób gospodarka kapitalistyczna podąża z góry ustaloną ścieżką ku inflacji. Kiedy osiąga swój szczyt, nieuchronnie napotyka rozpacz deflacji. To niezaprzeczalny „los” tkwiący w kapitalizmie.