W tym wpisie na blogu autor analizuje, dlaczego Hayek uważał interwencję rządu za niebezpieczną, a także analizuje filozoficzne i ekonomiczne podstawy swoich poglądów.
Depresja i inflacja uderzają jednocześnie
Podczas gdy Keynes triumfalnie opowiadał się za interwencją rządu, istniał ktoś, kto prezentował diametralnie odmienne poglądy na temat przyczyn kryzysu i sposobów jego przezwyciężenia. Tą osobą był Friedrich von Hayek, profesor Uniwersytetu Londyńskiego. W 1944 roku opublikował książkę „Droga do zniewolenia”, w której przedstawił swoje argumenty. Hayek zdiagnozował, że przyczyną kryzysu są nadmierne inwestycje i wydatki. Argumentował, że musimy zaufać zdolności rynku do dostosowania się, nawet jeśli zajmie to trochę czasu. Posłuchajmy Roberta Skidelsky'ego, brytyjskiego imienia i emerytowanego profesora Uniwersytetu w Warwick.
„Hayek wysunął kolejną krytykę. Był przeciwnikiem keynesizmu. Twierdził, że jeśli rząd zbyt mocno ingeruje w gospodarkę, staje się coraz większy. To sprawia, że gospodarka staje się nieefektywna”.
Oznacza to, że nadmierna interwencja rządu ogranicza autonomię rynku, prowadząc do nieefektywnego systemu. Jednak świat, cieszący się dobrobytem pod rządami keynesizmu, nie zwracał uwagi na argumenty Hayeka. Mark Pennington, profesor polityki publicznej i ekonomii politycznej na Uniwersytecie Londyńskim, opisał ówczesną sytuację Hayeka:
„Hayek nie cieszył się takim szacunkiem jak Keynes. Ekonomiści uważali, że porzucił ekonomię. Przez około 20 lat nie poświęcano mu zbyt wiele uwagi”.
Hayek później wystąpił w telewizji i powiedział: „Na początku większość ekonomistów traktowała mnie jak outsidera”.
Tymczasem w latach 1970. XX wieku pozornie niekończący się boom gospodarczy dotknął kryzys. Kryzys ten jednak rozwinął się w zupełnie inny sposób niż wcześniej. Zapoczątkował on „stagflację” – jednoczesne występowanie recesji gospodarczej i inflacji. Zjawisko to było całkowicie niewytłumaczalne z punktu widzenia teorii keynesowskiej.
Aż do II wojny światowej powszechnie przyjmowano, że ceny spadają w okresach recesji i rosną w okresach prosperity. Teraz jednak ta utarta zasada została złamana i nastąpiło zjawisko odwrotne. Najbardziej reprezentatywnym przypadkiem była sytuacja w Stanach Zjednoczonych w 1969 roku. Pomimo recesji ceny nadal rosły. Chociaż czynniki takie jak polityka stawiająca bodźce gospodarcze ponad stabilność cen i monopole kilku dużych korporacji mogły przyczyniać się do tego zjawiska, kluczowe było to, że zaczęły pojawiać się sytuacje dalekie od wyjaśnień Keynesa. Ostatecznie dominującym trendem w ekonomii było odwrócenie się od Keynesa w stronę Hayeka.
Kontynuujmy słuchanie opowieści profesora Marka Penningtona.
„Główną teorią Hayeka jest to, że ludzie nie są istotami racjonalnymi. Ludzkie zachowanie opiera się na niedoskonałej wiedzy. Nawet najmądrzejsze jednostki stanowią jedynie część społeczeństwa i są stosunkowo mało świadome. Główna teoria Hayeka wywodzi się z tej fundamentalnej obserwacji. Jego głównym argumentem jest to, że „centralne planowanie gospodarcze jest podatne na porażki z powodu braku wiedzy planisty”. Hayek twierdzi, że lepiej jest podejmować decyzje w środowisku, w którym wielu decydentów dokonuje zróżnicowanych wyborów w drodze konkurencji. Poprzez proces dążenia, uczenia się i rozwoju potrafimy rozpoznać, które decyzje są słuszne, a które nie. Jednak gdy wszystkie decyzje podejmuje rząd, a nie jednostki czy firmy, prawdopodobieństwo błędu znacznie wzrasta. Takie błędy mają głębokie konsekwencje. To sedno myśli Hayeka. Idee Hayeka wyjaśniają, dlaczego rozległe systemy centralnego planowania, takie jak Związek Radziecki, nie funkcjonowały skutecznie. Nie osiągnęły wzrostu gospodarczego ani powszechnego dobrobytu, których pragnęło wielu ludzi”.
Za swoją pracę „Teoria pieniądza i kredytu” Hayek otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii w 1974 roku, pod koniec życia, a jego idee uznano za ważne w teorii politycznej i filozofii politycznej. Kiedy Margaret Thatcher została liderką Partii Konserwatywnej w Wielkiej Brytanii, rzuciła książkę Hayeka na stół i oświadczyła:
„W to właśnie musimy wierzyć”.
Dlaczego Margaret Thatcher tak bardzo zaufała Hayekowi? W 1979 roku, roku wyborów, Wielka Brytania przeżywała zimę niezadowolenia. Gospodarka pogrążona była w głębokiej recesji. Brytyjczycy wybrali konserwatywny rząd Thatcher, a Thatcher, która została pierwszą brytyjską premier, propagowała thatcheryzm, oparty na neoliberalizmie Hayeka. Thatcheryzm ograniczył zakres działalności państwa i rządu na wszystkich szczeblach. Sprywatyzował znaczną liczbę przedsiębiorstw państwowych, wcześniej zarządzanych przez rząd, i ograniczył wydatki publiczne na opiekę społeczną. Zagwarantował również swobodę działalności przedsiębiorstw i ograniczył działalność związków zawodowych, które mogłyby to utrudniać. Wraz z przyjęciem thatcheryzmu, wolnorynkowy system gospodarczy Adama Smitha zaczął się odradzać, a kurtyna podniosła się, rozpoczynając tzw. „erę neoliberalizmu”. Posłuchajmy Roberta Skidelsky'ego, emerytowanego profesora Uniwersytetu w Warwick.
„Keynesistowscy uczeni nie mieli dobrej teorii na temat inflacji. Tymczasem inflacja stale rosła. Być może przeoczyli znaczenie kreacji pieniądza i zarządzania nim. W ekonomii zjawisko to nazywa się „nadmiernym popytem”. Rozwiązanie tego problemu zaproponował Milton Friedman. W swoim słynnym wykładzie z 1968 roku argumentował: „Nadmierna podaż pieniądza powoduje inflację. Zatrudnienie musi zostać zredukowane poniżej poziomu, którego żądał Keynes”. Panowało silne przekonanie, że keynesizm prowadzi do rozrostu państwa. Państwo stale się rozrastało. Było to jedno z przewidywań Hayeka. Ekspansja państwa w epoce keynesowskiej była dość znaczna. Przed Keynesem państwo wykorzystywało maksymalnie 20% dochodu narodowego. Jednak w epoce keynesowskiej wskaźnik ten stale rósł do 30%, 40%, 50%, a w Szwecji w pewnym momencie osiągnął nawet 70%.
Zaufaj sile rynku, nawet jeśli boli
Podobna sytuacja miała miejsce w Stanach Zjednoczonych. Kiedy w 1979 roku nastąpił drugi szok naftowy, rozpoczęła się deregulacja, ale recesja trwała. Stany Zjednoczone podążały za naukami Keynesa, ale przyniosło to niewielki efekt. Stany Zjednoczone wybrały Reagana, który podzielał podejście Thatcher, a Reagan wdrożył reaganomikę opartą na teoriach Miltona Friedmana, ekonomisty ekonomii chicagowskiej, podobnie jak Hayek. Kluczowe elementy obejmowały solidne finanse, deregulację, odpowiednie stawki podatkowe i ograniczone wydatki rządowe. Zmiana systemu nie była jednak łatwa, a dobre rezultaty nie nadeszły szybko. Ból utrzymywał się przez trzy lata, a gniew społeczny tylko narastał. Ostatecznie miliony Amerykanów stanęły w obliczu poważnych trudności.
W tym czasie Wielka Brytania zainicjowała i wygrała wojnę o Falklandy, która stała się decydującym punktem zwrotnym. Rząd Thatcher, który przetrwał, mógł kontynuować swoją dotychczas nieproduktywną politykę i w końcu gospodarka zaczęła ponownie rosnąć. Tak twierdzi Steve David, dyrektor ds. edukacji w Centrum Studiów Ekonomicznych.
„Hayek dostarczył kluczowych spostrzeżeń na temat funkcjonowania świata. Jego teorie są bardziej zróżnicowane, szersze i dokładniejsze niż model keynesowski”.
Tymczasem, wkraczając w lata 1980. XX wieku, w świecie komunistycznym, gdy Związek Radziecki tracił przywództwo, zaczęła pojawiać się myśl, że rozwiązaniem kryzysu gospodarczego może być nie marksizm, lecz rynek. Wraz z niewielką poprawą warunków gospodarczych, system komunistyczny stopniowo się załamał. Ostatecznie, 25 grudnia 1991 roku, Związek Radziecki się rozpadł. Upadek komunizmu wynikał przede wszystkim z tego, że „wzrost” osiągnął swoje granice. Gdy wzrost gospodarczy zahamował w przemyśle, dobra konsumpcyjne stały się niedostępne; gdy wzrost gospodarczy zahamował w rolnictwie, zboże stało się niedostępne. W miarę jak społeczeństwo borykało się z niedoborami zarówno żywności, jak i artykułów pierwszej potrzeby, niezadowolenie społeczne stale rosło. Kraj stracił konkurencyjność z powodu przestarzałych towarów przemysłowych, a jego międzynarodowy bilans płatniczy nadal się pogarszał.
W długotrwałym konflikcie między komunizmem a kapitalizmem, który podzielił świat, kapitalizm wyszedł zwycięsko. W rezultacie wpływ rynku stał się jeszcze bardziej dominujący. Od tego momentu neoliberalizm – stawiający wzrost gospodarczy ponad dobrobyt i rolę rynku ponad interwencję państwa – ogarnął globalną gospodarkę. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania zaczęły propagować globalizację i wywierać presję na wiele krajów, aby otworzyły swoje rynki. Logika „wolnego rynku” i „wolnego handlu” zyskała jeszcze większe znaczenie.
Gospodarka światowa i efekt domina kryzysu
W rezultacie świat wszedł w globalny system gospodarczy. Co więcej, Stany Zjednoczone i Wielka Brytania z powodzeniem zglobalizowały swoją działalność, wykorzystując sektor finansowy jako swoją broń, co ostatecznie dało początek nowej formie kapitalizmu: kapitalizmowi finansowemu. Jednak prawie nikt nie przewidywał, że ten kapitalizm finansowy sam w sobie może wywołać kolejny globalny kryzys finansowy.
Pierwsza fala uderzyła w Meksyk. Do początku lat 1990. Meksyk był na fali wzrostów, obniżając roczną stopę inflacji ze 140% do poniżej 10% i zwiększając tempo wzrostu gospodarczego z zaledwie 1-2% do około 4%. Jednak w 1994 roku Meksyk został zmuszony do całkowitego otwarcia swoich rynków pod presją przystąpienia do OECD i wraz z powstaniem WTO w następstwie porozumienia Rundy Urugwajskiej. Wtedy zaczęły się problemy. Saldo rachunku bieżącego gwałtownie się pogorszyło, wartość peso gwałtownie spadła, a następnie nastąpił kryzys gospodarczy. Konsekwencje otwarcia na rynki zagraniczne zaczęły rozprzestrzeniać się lotem błyskawicy. Wraz ze wzrostem importu i spadkiem eksportu, kraj cierpiał na chroniczne deficyty, a rezerwy walutowe zaczęły się kurczyć. Ostatecznie gospodarka Meksyku została wciągnięta w wir, z którego nie mogła dostrzec nawet centymetra drogi naprzód. To wydarzenie dobitnie pokazało, jaki kryzys może wywołać kompleksowa liberalizacja kapitału i finansów, przeprowadzona bez odpowiedniego przygotowania.
Kolejny ciąg kryzysów finansowych, który dotknął kraje azjatyckie w 1997 roku, przebiegał według podobnego schematu. Kraje takie jak Tajlandia, Malezja, Korea Południowa i Indonezja odnotowały gwałtowny wzrost gospodarczy po wprowadzeniu kapitalizmu finansowego, ale była to jedynie inflacja napędzana bańkami spekulacyjnymi, ostatecznie tylko jeden z etapów procesu prowadzącego do gwałtownej deflacji. Ostatecznie nawet Stany Zjednoczone, niegdyś uważane za niezdobytą twierdzę, zostały ogarnięte kryzysem finansowym w 2008 roku, a do 2010 roku płomienie kryzysu finansowego rozprzestrzeniły się na Europę. Ludzie zaczęli rozpaczać, ale świat osiągnął stan poza czyjąkolwiek kontrolą.
Oczywiście, globalizacja przyniosła bezprecedensowy dobrobyt. Prawdą jest jednak również to, że wraz z jej rozwojem polaryzacja między bogactwem a ubóstwem przyspieszyła, a nierówności jeszcze bardziej się pogłębiły. Wtedy keynesiści zaczęli krytykować neoliberalizm za to, że przyczynił się do rozwoju „potwornych finansów”. Oto historia profesora Geoffreya Inghama z Wydziału Socjologii Uniwersytetu Cambridge w Wielkiej Brytanii.
„Keynes uważał, że finanse nie są złe, ale niebezpieczne. Keynes stale wątpił w destrukcyjną siłę finansów. Podobnie myślał o rynku akcji, gdzie gwałtowne wahania i spekulacje szalały. Keynes nawet pisał o spekulacjach”.
Tymczasem zwolennicy Hayeka zaprotestowali. Argumentowali, że głównym winowajcą kryzysu finansowego są nadmierne wydatki rządowe. Twierdzili, że przyczyną nie jest wolny rynek, ale raczej wadliwa polityka rządu i próby manipulowania rynkiem przez siły polityczne. Takiego poglądu broni Steve David, dyrektor ds. edukacji w brytyjskim Instytucie Spraw Ekonomicznych.
„Moim zdaniem przyczyną nie jest wolny rynek, ale wadliwa polityka rządu i siły polityczne próbujące manipulować rynkiem. Dotyczy to zarówno Wielkiego Kryzysu lat 1930. XX wieku, jak i kryzysu finansowego, którego doświadczamy obecnie”.
Krytyki i riposty żadnej ze stron nie można uznać za w pełni trafne. Choć odzwierciedlają one pewne aspekty rzeczywistości, nie dostarczają precyzyjnych diagnoz sytuacji ani skutecznych środków zaradczych. Ostatecznie keynesizm i hayekizm pozostają w ostrej opozycji do dziś.
Problem polega na tym, że neoliberalizm doprowadził do dzisiejszej poważnej polaryzacji dochodów i niepewności życiowej. Kluczowe obszary życia – zatrudnienie, mieszkalnictwo, edukacja, opieka nad dziećmi, opieka zdrowotna i emerytury – stały się znacznie bardziej niestabilne niż w przeszłości, potęgując kryzysy w całym społeczeństwie. Szczególnie niepokojący jest gwałtowny wzrost zadłużenia gospodarstw domowych, napędzany pogłębiającą się polaryzacją.
Według Banku Korei i Banku Rozrachunków Międzynarodowych (BIS), wskaźnik zadłużenia gospodarstw domowych do dochodu rozporządzalnego w Korei Południowej na koniec 2024 roku wynosił około 204%, znacznie więcej niż w Stanach Zjednoczonych (około 100%) czy Japonii (około 110%). Całkowite zadłużenie gospodarstw domowych wynosi około 1,900 bilionów wonów, czyli około 1.4 biliona dolarów, co stanowi poważne obciążenie dla koreańskiej gospodarki. Wraz ze wzrostem zadłużenia gospodarstw domowych, konsumpcja prywatna kurczy się, wywierając presję na całą gospodarkę. Eksperci analizują ten trend jako początkowy etap deflacji i ostrzegają, że jeśli obecna sytuacja się utrzyma, Korea może popaść w długotrwałą stagnację bez wzrostu gospodarczego, podobną do japońskiej „straconej dekady”.
Dotarliśmy do punktu, w którym musimy wyjść poza dotychczasowe ideologie ekonomiczne, takie jak te Keynesa i Hayeka, i ustanowić nowy paradygmat ekonomiczny, który jednocześnie będzie dążył do rozwiązania problemu polaryzacji i zrównoważonego wzrostu.